poniedziałek, 17 czerwca 2019

Lysandrowe fantazje - rozdział trzeci

Kolejne dni mijały praktycznie tak samo. Pół dnia spędzałam na zajęciach, a drugie pół w szkolnej bibliotece, pomagając pani Gamble w układaniu książek. Gdy wracałam do domu, kierowałam się od razu do sali treningowej, by pozbyć się frustracji z całego dnia albo siadałam przy książkach i nadrabiałam materiał. Czasami pomagałam przyjaciółkom w nauce.
Po rozmowie z mamą na temat tamtego feralnego dnia, kiedy zostałam ukarana szlabanem, uspokoiłam się nieco. Starałam się trzymać emocje na wodzy, by po raz kolejny nie wybuchnąć, ale Lysander skutecznie mi to utrudniał. Ignorowałam to, że zostawiał mi swoją część pracy, a sam zaszywał się gdzieś między regałami, ale jego uwagi stały się bardziej zajadłe i kąśliwe. Czepiał się o dosłownie wszystko. Od mojej aktywności na lekcjach, po mój ubiór czy nawet uczesanie. Nie było dnia, żeby mi nie ubliżył.
Dzisiaj było najgorzej, odkąd stałam się ofiarą Lysandra i Rozalii. Od samego rana dogadywali mi oboje, co starałam się puszczać mimo uszu i nie odzywać się, ale najbardziej upokorzyli mnie podczas przerwy na obiad.
Siedziałam z przyjaciółkami przy naszym ulubionym stoliku w najdalszym kącie stołówki, i rozmawiałyśmy o projekcie na historię, do którego zostałyśmy przypisane, kiedy grupka Lysandra z nim i Rozalią na czele, nagle zapragnęli przejść obok nas.
Li, masz dryg do grafiki, więc może zajmiesz się oprawą? — zaproponowałam przyjaciółce, gdy dzieliłyśmy obowiązki.
Ignorowałam ich śmiechy i głośne rozmowy, skupiając się na tym, co mówią do mnie przyjaciółki, ale kiedy poczułam, jak na moich plecach ląduje tacka z jedzeniem, ledwie się powstrzymałam od podniesienia jej z podłogi i uderzenia nią Rozalii, którą zauważyłam za sobą.
Ups! — Rozalia zrobiła minę niewiniątka. — Tak mi jakoś wypadło z rąk… To chyba przez to, że się potknęłam o czyjeś krzesło.
Czyżby ktoś był niezdarą? — wyrwało mi się cicho pod nosem, ale na tyle głośno, że dziewczyna to usłyszała.
Uważaj na słowa, Nerdi — pochyliła się w moją stronę, ciskając gromami z oczu — bo mogę ci zrobić z życia jeszcze większe piekło.
Nie odzywając się więcej, zawróciła w stronę swojego stolika razem ze swoją grupką.
Wyobraziłam sobie, że wrzeszczę z bezsilności. Nie pomogło. Marzyłam tylko o tym, by wreszcie skończyć szkołę i wyrwać się od tych cholernych ludzi. Zostawiłam niedojedzony posiłek i wyszłam ze stołówki, żeby się przebrać. Całe szczęście, że w torbie miałam dresy na zajęcia sportowe.
I Mich znowu w dresie — westchnęła Amber, kiedy siedziałam zamknięta w kabinie toalety przebierałam się w czyste ciuchy. — Ledwo udało mi się namówić cię na dżinsy, a to znów się wywinęłaś…
Tym razem to nie moja wina — wytknęłam to przyjaciółce. — Naprawdę się starałam, ale widocznie dres to jednak moje przeznaczenie…
Westchnęłam teatralnie, tuląc się do bluzy. Amber szturchnęła mnie w żebra, pokazując język. Odepchnęłam ją i śmiejąc się, wyszłyśmy z łazienki na kolejne zajęcia.

W bibliotece było dziś do odłożenia więcej książek niż zwykle i poświęciłam dużo czasu na posegregowanie swojego wózka. Gdy wykonałam większość pracy, Lysander podszedł do mnie, po czym oparł się niedbale o regał.
Skończyłaś już? — zapytał, zaglądając mi przez ramię. — Bo chciałbym się dzisiaj szybciej stąd wydostać, a został jeszcze mój wózek…
To dlaczego nie zabierzesz go i nie poodkładasz sam książek? — burknęłam, błagając w myślach, żeby się ode mnie odczepił. — Z tyłu masz wypisane, na której półce powinny leżeć.
Po co mam się męczyć, skoro ty to możesz za mnie zrobić, tak jak każdego dnia? Świetnie sobie radzisz.
Powstrzymałam się od prychnięcia. Miałam nadzieję, że kiedy zauważy mój brak reakcji, w końcu sobie pójdzie. Prawiąc takie „komplementy”, podnosił mi ciśnienie jeszcze bardziej.
Chyba, że zależy ci na powtórce z zeszłego tygodnia. Ja tam mogę się zobaczyć z tą starą ropuchą. Tylko pamiętaj… — Nachylił się w moją stronę i wyszeptał do ucha: — Kolejna nota w kartotece i więcej szlabanu czeka.
Zazgrzytałam zębami, zaciskając dłonie na rączce wózka, tak mocno aż poczułam pieczenie. Uspokój się, Mich… On robi to specjalnie, żeby cię zdenerwować. To nic takiego. Zignoruj go… Powtarzałam to sobie w myślach jak mantrę. Minęłam go, by poszukać kolejnego działu do odłożenia ostatnich książek. Na środku korytarza stał nietknięty przez Lysandra wózek, którego opróżnienie przecież był jego przydziałem. Na ten widok zachciało mi się płakać. Nie miałam najmniejszej ochoty siedzieć tu do wieczora. Na samo wspomnienie o awanturze, jaką zrobiła nam bibliotekarka i dyrektorka, przechodziły mnie ciarki.
Tak sobie teraz pomyślałem… — mruknął, drapiąc się po brodzie, patrzył w dal. — Chodzisz praktycznie cały czas ubrana jak facet, zachowujesz się jak facet, w dodatku nerd… Wyrokuję, że jesteś skazana na staropanieństwo, a dokładniej starokawalerstwo, skoro w ogóle nie przypominasz dziewczyny. Jedyna znana mi osoba, która mogłaby się tobą ewentualnie zainteresować to Alexy…
Odczep się ode mnie, pomyślałam, krążąc między regałami, by go zgubić. Miałam go dość. Byłam wykończona spędzonymi godzinami w bibliotece, a jego obecność doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Nie chciałam dopuścić do kolejnej utraty kontroli nad nerwami. Całą siłą woli powstrzymywałam się, żeby się nie odezwać.
No, ale hej! Dziwisz mi się? Widziałaś się kiedyś w lustrze?
Daj mi już spokój! — Odwróciłam się do niego gwałtownie, celując palcem w środek jego klatki piersiowej. — Jak nie masz co ze sobą zrobić, to proszę bardzo! Tam masz wózek z książkami, które trzeba odłożyć! Mam dość chodzenia i robienia wszystkiego za ciebie!
Przepraszam cię bardzo, ale ty nas tu wpakowałaś, kujonico. Gdybyś tylko panowała nad swoimi rękoma, nigdy byśmy tu nie musieli siedzieć.
Więc zabieraj dupę i odbębniaj swoją karę.
Spojrzałam na niego jak na wariata. Czy on mówił to poważnie? JA nas tu wpakowałam?!
Gdybyś nie był takim chamem i nie zaczepiał mnie, nigdy by do tego nie doszło! To jest tak samo moja wina, jak i twoja!
Co to za krzyki? Co to za słownictwo? — Oburzona pani Gamble pojawiła się obok nas z założonymi rękoma. Frustracja biła z jej spojrzenia. — To jest szkolna biblioteka, a nie rynsztok!
Dopiero słowa bibliotekarki uzmysłowiły mi, że po raz kolejny dałam się sprowokować. Spuściłam wzrok na podłogę, a twarz oblało mi gorąco. Znów uniosłam się nerwami i to jeszcze w taki sposób. Jednak zbyt wiele trzymałam w sobie i pozwoliłam płynąć słowom. Czułam wręcz na języku gorycz, która kotłowała się we mnie przez cały ten czas.
To wszystko jego wina! Nie dość, że nie robi nic zostawiając mi całą robotę, to jeszcze bez przerwy chodzi za mną i mnie obraża! Jak pani myśli, ile jeszcze jestem w stanie znieść? To jest liceum, a nie podstawówka, żeby zachowywać się w ten sposób, a dyrekcja nie robi z tym nic! Jeszcze chroni go i…
Zamknij się, pieprzony kujonie! Wracaj do swoich zasranych książeczek…
Dość! — Krzyk bibliotekarki rozniósł się po całym pomieszczeniu. — Nie mam zamiaru wysłuchiwać waszych wrzasków. Natychmiast wyjdźcie do dyrektorki.
Otwierałam usta, żeby zaprotestować, ale słowa utkwiły mi w gardle. Nie wiedziałam nawet, co chcę tak naprawdę powiedzieć. Wyrzuciwszy całą złość w eter, opadłam z sił. Zbierało mi się na płacz i krzyk jednocześnie. Miałam nieodpartą chęć rozwalenia czegoś, a najbardziej starcia tego durnowatego wyrazu z twarzy Lysa. Nie mogłam na niego patrzeć.
Zabrałam swój plecak przed wyjściem i od razu poszłam do dyrektorki. Chciałam mieć to już za sobą i móc wrócić do domu. Jednego jednak nie mogłam zrozumieć - dlaczego akurat do mnie się przyczepił? Przecież w szkole było mnóstwo osób, które dobrze się uczyły, ubierały się w luźniejszy sposób, czy nawet trenowały. Dlaczego to na mnie skupił swoją uwagę? W gonitwie myśli weszłam do gabinetu.
Na wejściu dowiedziałam się od sekretarki, że pani Shaller prowadzi ważną rozmowę telefoniczną i mam zaczekać na wezwanie. Chwilę później Lysander minął się w wejściu z sekretarką. Usiadł obok mnie, kładąc kostkę na kolanie drugiej nogi. Starałam się nie myśleć o jego obecności, w czym jednak znacząco przeszkadzało mi jego wesołkowate nucenie. Po kilku minutach nie wytrzymałam i wypaliłam:
Nie mogę jednego zrozumieć. Co we mnie jest takiego, że nie dajesz mi spokoju.
Hmm... Niech pomyślę... — Spojrzał się w dal i przyłożył palce do brody udając, że myśli nad czymś intensywnie. — Bo zastanawia mnie, jak można być dziewczyną i zupełnie jej nie przypominać? W tych dresach przypominasz chłopaka.
W szkole jest dużo osób, które chodzą ubrane w dresy. To nie jest argument. Poza tym to, że dzisiaj jestem w dresach, to wina twojej przyjaciółki.
Sportowcy, którzy mają zajęcia fizyczne. Nawet kapitanowie drużyn zakładają zwykłe ubrania poza treningami — żachnął się i przewrócił oczami. — Naprawdę chcesz o tym rozmawiać, kujonie?
Jesteś okropny — skrzywiłam się, odwracając od niego wzrok, czując coraz większą niechęć. — Jak słusznie zauważyłeś, jestem dziewczyną i potrafię wyglądać jak dziewczyna.
Mówisz poważnie?
Tak, a co? Mam ci to udowodnić? — zapytałam retorycznie, powstrzymując parsknięcie śmiechem.
Okej.
Spojrzałam się na niego zdziwiona, mając przeczucie, że po raz kolejny robi sobie ze mnie żarty.
Udowodnij mi to — kontynuował, wbijając we mnie intensywne spojrzenie dwukolorowych tęczówek. — Proponuję układ. Ty mi pokażesz, że potrafisz się zachować i ubrać jak prawdziwa dziewczyna, dajmy na to przez miesiąc, a ja się od ciebie odczepię. Masz moje słowo, że nie odezwę się wtedy do ciebie do końca szkoły. Co ty na to?
Nie odpowiedziałam mu od razu. W pierwszej chwili chciałam go wyśmiać, ale im dłużej się nad zastanowiłam, tym bardziej pociągała mnie jego propozycja. Przecież, nawet jeśli to jego kolejna gierka, mogłam zrezygnować w każdej chwili. To tylko durny, nic nieznaczący zakład. Wizja spokojnie ukończonej szkoły stała się na tyle kusząca, że odpowiedziałam:
Zgoda.
W tym samym momencie z gabinetu wyszła dyrektora z kwaśną miną, a gdy nas zobaczyła, jej mina jeszcze bardziej zrzedła.
Wejdźcie.
Przepuściła nas w drzwiach i zamknęła je za nami. Powolnym krokiem wróciła za biurko, oparła łokcie o blat i splotła razem palce.
Czy wy nie potraficie spędzić chociaż jednego tygodnia bez sprawiania kłopotów? Naprawdę wam zależy na jeszcze dłuższej karze?
Pani dyrektor, przepraszam, że przerywam, ale musi pani wiedzieć, że to wszystko wina Lysandra. Ja swoją część pracy wykonałam, a on zostawił swój wózek i nawet…
Rozumiem, że jesteś zdenerwowana Michelle, ale musicie zrozumieć, że dostaliście karę, którą musicie wykonać w określonym czasie. To, jak to zrobicie już mnie nie interesuje. Nie chcę na was nakładać kolejnego szlabanu.
Czyli, że co? Ja mam odwalać całą robotę, a on może się obijać i siedzieć przez cały ten czas i nic nie robić?
Michelle. — Twardość w jej głosie sprawiła, że zawstydzona ponownie oblałam się rumieńcem. Znowu uniosłam się emocjami. — Rozmawialiśmy o tym poprzednim razem. Nie chcę się powtarzać. Dostaliście karę, musicie ją wykonać, a ani ja ani pani Gamble nie jest w stanie kontrolować, jak ją wykonujecie.
Lysander rzucił mi znaczące spojrzenie wraz z ironicznym uśmiechem i już miałam otwierać usta, żeby jakoś zareagować, ale przerwała mi dyrektorka.
Aczkolwiek to nie zmienia faktu, że kara została nałożona na was oboje i oboje powinniście ją wykonywać. Dlatego przez następne dwa miesiące będziecie sprzątać salę gimnastyczną i klasy pod okiem pana Flynna.
Pani chyba sobie kpi. Nie mam zamiaru robić za szkolną sprzątaczkę!
Panuj nad językiem chłopcze, bo mówisz to do mnie, a nie do swojego kolegi. I nie kpię. Będziesz sprzątać, chyba że chcesz mieć poważniejsze kłopoty. — Spojrzała na niego znacząco, po czym westchnęła ciężko, opadając na oparcie krzesła. — Rozmowę uważam za zakończoną. Jutro proszę zgłosić się zaraz po lekcjach do woźnego, a teraz możecie wrócić do domu.
Lysander prychnął oburzony i bluzgając pod nosem, wyszedł z gabinetu. Mi nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo.
Idąc opustoszałymi korytarzami, nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Mimo kolejnej kary, czułam satysfakcję. W końcu udało mi się postawić na swoim. W końcu nie będę musiała odpracowywać też za niego. Co prawda czułam też niepokój związany z tym, że Lysander może chcieć się na mnie zemścić, ale odsunęłam od siebie tą nieprzyjemną myśl i delektowałam się wcześniejszym powrotem do domu.
Kiedy znalazłam się już w domu, od progu przywitał mnie zdziwiony tata. Spojrzał na mnie znad kwadratowych oprawek okularów, unosząc lekko brwi.
Ty już wróciłaś? — zapytał, przyglądając mi się uważnie. — Coś się stało, że tak wcześnie?
Można tak powiedzieć… — mruknęłam wymijająco, unosząc lekko kąciki ust, jednak ojciec nie spuszczał ze mnie uważnego spojrzenia, czekając na odpowiedź. — Hm… Powiedzmy, że znów wdałam się w kłótnię z tym Lysandrem, z którym miałam szlaban. Skończyło się wizytą u dyrektorki i zmianą kary, ale nie martw się — dodałam, widząc zaniepokojone spojrzenie taty — to nic takiego. Po prostu teraz nie będę musiała pracować za dwóch. Mamy sprzątać klasy pod okiem woźnego, więc będziemy pod ciągłą kontrolą.
To dobrze — uśmiechnął się lekko i zabrał teczkę z jakimiś dokumentami pod pachę. — Idź pomóż mamie, bo już chyba skończyła piec kurczaka, to zaraz zjemy obiad.
Nakrywając do stołu, opowiedziałam mamie o zajściu w szkole i jak teraz będzie wyglądać mój szlaban. Przy stole rodzice opowiedzieli mi, jak im minął dzień; mama opowiadała o problemach w zielarskim sklepie, a tata dopowiadał zabawne anegdotki z kancelarii. Siedziałam na krześle szczęśliwa, że w końcu mogłam zjeść wspólny posiłek z rodzicami. W ostatnim tygodniu natłok obowiązków i moje sprzątanie do późna biblioteki uniemożliwiały nam wspólne obiady.
Kiedy zjedliśmy i posprzątaliśmy, mogliśmy rozłożyć się na kanapie w salonie z miską popcornu i obejrzeć wspólnie film. Wprawdzie większość czasu przegadaliśmy, ale nie bardzo nam to przeszkadzało. Dopiero późno w nocy rozeszliśmy się do swoich sypialni.

piątek, 12 kwietnia 2019

Miłość Online - część I

Koniec kwietnia zapowiadał się cudownie. Temperatura nie spadała poniżej piętnastu stopni, więc zwykle można było rezygnować z kurtek. Roślinność była już w pełnym rozkwicie. Zieleniące się drzewa dawały schronienie przed rażącymi promieniami słońca, z czego korzystali zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Każdy kwietnik mienił się kalejdoskopem barw i zapachów, uprzyjemniając spacery w parkach, a całość dopełniał świergot ptaków.
Nawet wczesnym rankiem, kiedy całe miasto spało spowite lekką mgłą, a termometry wskazywały kilka stopni powyżej zera, ciepło nadchodzącego dnia było wyczuwalne w powietrzu.
Właśnie takiego ranka obudziło mnie upierdliwe brzęczenie budzika. Zaspana przetarłam oczy i próbowałam wyłączyć alarm, na marne powstrzymując ziewnięcie.
Przyjrzałam się ekranowi telefonu spod przymrużonych powiek, a gdy dostrzegłam powiadomienie o wiadomości na czacie, uśmiechnęłam się szeroko. Szybko odblokowałam telefon, od razu włączając odpowiednią aplikację.
Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przewrócić oczami.
Ziewnęłam po raz kolejny, przeciągając się, żeby rozprostować zastane przez sen mięśnie. Zostawiłam telefon na łóżku i udałam się do łazienki z zamiarem umycia zębów i pomalowania się.
Kiedy byłam w końcu zadowolona ze swojego wyglądu, spakowałam potrzebne podręczniki do znoszonego już, kwiecistego worka.
Wychodziłam z pokoju, gdy dźwięk powiadomienia przypomniał mi o komórce. Sapnęłam niecierpliwie na własne zapominalstwo i odczytałam wiadomość.
Dzień dobry — rzuciłam przywitanie w przestrzeń, wchodząc do kuchni.
Dzień dobry. A ty już od rana z nosem w telefonie? Nie możesz go odłożyć na czas posiłku z rodziną? — burknął niezadowolony tata, odkładając z szelestem gazetę.
Już, już, tylko odpiszę. — Uśmiechnęłam się przepraszająco i usiadłam naprzeciwko niego.
Schowałam telefon do kieszeni sweterka i od razu sięgnęłam po kuszące swoim zapachem złociste grzanki i krem czekoladowy, po czym zabrałam się za śniadanie.
Cześć, familia!
Do jadalni wszedł Neith, rzucając plecak pod krzesło, na które opadł z hukiem, prawie przewracając stojące obok niego.
Czy ty zawsze musisz robić wokół siebie taki raban? — Spojrzałam na niego spod zmarszczonych brwi, na co ten wzruszył jedynie ramionami.
Oczywiście, że tak. Skąd byście wiedzieli, że drugi najważniejszy człowiek w tym domu zasiada z wami do śniadania?
Westchnęłam ciężko, przewracając oczami, ale nie skomentowałam tego i wróciłam do posiłku.
Ty już nie bądź taki mądry — odezwała się z kuchni mama, pilnując kolejnej porcji grzanek.
Po kimś to mam! — Wyszczerzył się do niej, zabierając ostatnią, najładniej przypieczoną kromkę chleba sprzed mojego nosa.
Hej! To było moje!
A teraz już moje. — Wzruszył ramionami, wgryzając się z przyjemnością wypisaną na twarzy w kanapkę.
Warknęłam cicho i sięgnęłam ponownie po telefon, na którym już miałam trzy wiadomości.
Niemal zazgrzytałam zębami, patrząc na tę jawną arogancję.
Ze złością wrzuciłam telefon do plecaka i wstałam od stołu. Jak w ogóle można się wypowiadać na jakikolwiek temat, kompletnie nie znając się na rzeczy? I to jeszcze komuś innemu wpierać głupotę! Patrzcie państwo, znawca się znalazł. Ugh…
Lil! Zaczekaj na mnie!
W połowie drogi do wyjścia z domu zatrzymało mnie wołanie brata. Odwróciłam się w jego stronę, założyłam ręce na piersi i zaczęłam tupać nogą.
Może się sam pospieszysz, zamiast mnie spowalniać?
Idę już! — burknął, wręczając mi śniadanie do szkoły. — Co ty taka nerwowa? Przy stole było w porządku, a teraz tak warczysz. Coś się stało?
Nieważne…
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z podjazdu. Po drodze do szkoły Neith zatrzymał się jeszcze po Violettę i Iris, a niecałe piętnaście minut później przeciskaliśmy się w stronę szafek.
Zawsze mnie irytowały tłumy na korytarzu. Wszędzie dookoła całe masy ludzi śmiejących się, gadających zdecydowanie za głośno, jedni starający się przekrzyczeć innych. Strzępki zdań bez składu i ładu. Marne próby przeciśnięcia się między ludźmi, żeby zdążyć dotrzeć do klasy. Jednak najbardziej drażniły mnie osoby zatrzymujące się na środku korytarza, tarasujące przejście, tylko i wyłącznie dlatego, że chcą coś pokazać na telefonie znajomym. Zawsze w takich momentach miałam ogromną ochotę wbić im łokcie w żebra i patrzeć, jak zwijają się z bólu i odsuwają na bok, by zrobić przejście.
Zazwyczaj się hamowałam, zwłaszcza mijając chłopaków należących do reprezentacji szkoły w koszykówce, bo biorąc pod uwagę ich wzrost w stosunku do mojego wzrostu, wypadałam dość marnie. Jednakże dzisiaj byłam tak zdenerwowana, że nie byłam w stanie się powstrzymać i przechodziłam przez korytarz jak taran.
Kiedy stanęłam pod odpowiednią salą, odetchnęłam z ulgą. Już czułam, że to będzie ciężki dzień.
Oparłam głowę o ścianę, zamykając oczy. Pragnęłam, żeby doba upłynęła jak najszybciej.
Łał… Jeszcze nigdy tak szybo nie doszłyśmy pod klasę.
Uchyliłam jedno oko i spojrzałam się na przyjaciółkę. Uśmiechała się szeroko, rozglądając się. Popatrzyłam w tę samą stronę, co ona i dojrzałam, jak wiele osób trzyma się za boki, krzywiąc się z bólu.
Chcąc nie chcąc, nie mogłam powstrzymać uśmiechu satysfakcji.
No cóż… To chyba dobrze, nie? — zapytałam, po czym sięgnęłam do torby po telefon, który co chwilę brzęczał od przychodzących wiadomości.
Jezu… Dlaczego ty jesteś taki uparty! — mruknęłam, szybko pisząc odpowiedź, by zdążyć przed zbliżającym się nauczycielem.
Z kim tak intensywnie piszesz?
Nie odpowiedziałam przyjaciółce od razu. Zdążyłyśmy zająć nasze ulubione miejsca w klasie, a nauczyciel sprawdził listę obecności i zaczął prowadzić lekcję, kiedy w końcu odpowiedziałam.
Jakiś czas temu chciałam znaleźć jakiś ciekawy serial, bo skończyłam „Death Parade” i nie miałam co ze sobą zrobić. Zalogowałam się na forum, gdzie zbierają się różne fandomy i znalazłam tam wątek, gdzie jakiś chłopak wykłócał się, że DC jest do bani i Marvel dawno ich przegonił.
No i oczywiście ty nie mogłaś sobie tego tematu odpuścić… — Iris parsknęła śmiechem, chowając się za podręcznikiem.
A ty byś odpuściła na moim miejscu?
Wiesz… Z jednej strony to chłopak ma rację. — Spojrzałam na przyjaciółkę z niedowierzaniem. Co ona plecie? — No co? Przecież filmy Marvela są najlepsze! Wszyscy chodzą na to do kina.
Ale tu nie chodzi o samo kino! — Oburzyłam się, mimowolnie podnosząc głos, przez co zwróciłam na nas uwagę nauczyciela.
Dziewczyny, proszę o spokój — Pan Campbell rzucił nam zdegustowane spojrzenie znad okularów. — Nawet jeśli nie uważacie, to nie przeszkadzajcie innym.
Przepraszamy — pisnęła zawstydzona Vi, spuszczając głowę.
I jedno, i drugie wydawnictwo miało swoje potknięcia. I to nawet duże, nie mówię, że nie.
To o co ci chodzi? Marudzisz, że ktoś powiedział prawdę? — weszła mi w zdanie Iris.
Chodzi mi o całokształt obu uniwersum. Sam koncept, historie, postacie… Tego nie da się zawęzić tylko do kilku filmów, lepszych czy gorszych. A ten ciołek nie potrafi tego zrozumieć i kłóci się ze mną bez przerwy, kto ma rację.
To dlaczego nie napiszesz mu tego, co powiedziałaś nam? — Violetta spojrzała się na mnie wielkimi gołębimi oczami.
Bo to nie jest takie proste, Vi. Próbowałam mu to przetłumaczyć najprościej, jak umiałam, ale to typ upartego osła. Będzie się upierał przy swoim, ile się da.
Mimo że przyjaciółce powiedziałam jedno, to i tak sięgnęłam po telefon i napisałam to wszystko chłopakowi. Kiedy wysłałam wiadomość, poczułam lekką ulgę, jednakże niecierpliwie czekałam na odpowiedź. Chciałam wiedzieć, jak zareaguje na moje słowa; czy w końcu zgodzi się ze mną, czy będzie się dalej wykłócał.
Do końca lekcji starałam się nie zerkać co chwilę na telefon, ale wystarczyło, że rozbrzmiał dzwonek, a ja ledwo opuściłam klasę i już sprawdzałam, czy odpisał.
Przewróciłam oczami, uśmiechając się lekko do siebie.
Schowałam telefon do kieszeni, już w dużo lepszym humorze, i podążyłam za przyjaciółkami na następną lekcję. Kto by pomyślał, że jedna wiadomość tak potrafi poprawić humor. Wreszcie mogłam zabrać się za poszukiwania następnego serialu do pochłonięcia, bez zaprzątania sobie myśli o żyjących w błędzie ludziach. Chociaż musiałam przyznać, że ta mała dyskusja sprawiła mi satysfakcję. Mój oponent sprawiał wrażenie osoby, która naprawdę wie o czym chce rozmawiać i nie bredzi o czymkolwiek, byleby tylko coś pisać. Aż nie mogłam się doczekać, kiedy dostanę następną wiadomość od niego.
Każda kolejna lekcja minęła mi na nerwowym oczekiwaniu i sprawdzaniu telefonu. Nie miałam pojęcia co mną kierowało, ale w duchu wręcz błagałam niebiosa o jakiś kontrowersyjny temat, gdzie mogłabym powymieniać się z nim swoimi poglądami. Nie chciałam, by nasza rozmowa skończyła się tylko na tym.
Jednakże na jakąkolwiek wiadomość musiałam czekać do przerwy na lunch. Dopiero gdy stałam w kolejce, by odebrać dzisiejszy obiad, poczułam wibracje telefonu. Nie czekając nawet na przyjaciółki, popędziłam do naszego stolika i odblokowałam ekran, by przeczytać wiadomość. Mój zapał opadł, w momencie kiedy zorientowałam się, że to mama napisała, że dzisiaj wróci wraz z ojcem później z pracy.
Westchnęłam, smętnie grzebiąc w warzywnej sałatce.
Co w ciebie wstąpiło?
Spojrzałam się na Iris, wzruszając obojętnie ramionami. Jakoś tak cały humor zniknął i nie miałam na nic ochoty. Nawet na ulubiony posiłek.
Coś się stało? — zapytała zmartwiona Vi, siadając naprzeciwko.
Nic takiego… — mruknęłam i przewróciłam widelcem pomidora między sałatą. Po raz kolejny w ciągu trzydziestu sekund.
Przestań chrzanić takie bzdety i gadaj, co jest.
Słysząc ostre słowa przyjaciółki, nieco się ożywiłam. Co, jak co, ale po Iris w życiu bym się nie spodziewała takiego języka. Przygryzłam lekko wargę, zastanawiając się nad odpowiedzią, bo tak właściwie sama nie znałam odpowiedzi na jej pytanie. Teoretycznie brak odpowiedzi od chłopaka poznanego kilka dni wcześniej nie powinien mnie w ogóle ruszać, aczkolwiek nie mogłam zaprzeczyć, że czułam rozczarowanie, gdy to nie od niego dostałam wiadomość.
To naprawdę nic takiego. Po prostu rodzice napisali, że dzisiaj później wrócą.
Też mi powód do płaczu — prychnął Rudzielec między kolejnymi kęsami ogromnej kanapki z ciemnego pieczywa.
Już chciałam jej odpowiadać, że przecież mówiłam o tym chwilę temu, ale przerwał mi brat, który z hukiem opadł na krzesło obok Violetki.
A co to za grobowe miny? Jeszcze niecałe dwa miesiące i koniec tej mordęgi, a wy macie miny, jakbyście dostały nakaz spędzania wakacji w kozie.
Twoja siostra rozpacza nad tym, że nie dostała wiadomości od internetowej miłości. — Popatrzyłam na przyjaciółkę z niedowierzaniem i szturchnęłam ją mocno w żebra. — Co mnie bijesz? A nie jest tak?
Nie — burknęłam i zabrałam się za posiłek, jakby po jej słowach wrócił mi apetyt. — Gdzie zgubiłeś Kentina?
Pewnie uśmiecha się do kucharki o dodatkową porcję mięsa. Po treningu zawsze jest nienażarty i wciągnąłby konia z kopytami.
Nieprawda. — Za moimi plecami pojawił się Ken. Odwróciłam się do niego i zobaczyłam, jak szeroko się uśmiecha do podwójnej porcji na tacce. — Kucharki po prostu mnie lubią.
Ależ oczywiście, Kentinku — Rudzielec wyszczerzył się do chłopaka, za co zarobił kolejnego kuksańca w żebra. — Ej! Co wyście się na mnie dzisiaj uwzięli?
Bo ci się należy. — Posłałam Iris całusa w powietrzu, unosząc kąciki ust.
Zanim przyjaciółka zdążyła zareagować, odezwał się Neith.
Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym. Myśleliście już, gdzie i jak zamierzacie spędzić tegoroczne wakacje?
Co powiecie na obóz? — zaproponował Ken, na co jednogłośnie zareagowaliśmy cichym, cierpiętniczym jękiem.
To ja już wolę spędzić lato w domu — stęknęła Vi i skrzywiła się, marszcząc przy tym charakterystycznie nos.
No co wy? Przecież w zeszłym roku nie było tak źle.
W ogóle. Do tej pory łamie mnie w kościach na myśl o wycisku, który dostaliśmy od twojego ojca. Naprawdę nie rozumiem, jak ludzie mogą się na coś takiego pisać dobrowolnie.
No dobra. Skoro obóz odpada — uśmiechnęłam się przepraszająco do przyjaciela, jednakże sama miałam wystarczająco dużo wrażeń w zeszłym roku, żeby i w tym się na to nie pisać — to co powiecie na wypad nad ocean?
Brzmi interesująco. Kontynuuj.
Ciekawe, jak chcesz to zorganizować? Trochę za późno na zbieranie kasy na kupno zorganizowanej grupowej wycieczki — mruknął nieprzekonany Neith.
Zapomniałeś, że dziadkowie mają dom w Elderbrook? Możemy porozmawiać o tym pomyśle z rodzicami. Jest jeszcze trochę czasu, więc będziemy mogli na spokojnie to zorganizować, a jeśli się nie zgodzą, pomyślimy nad czymś innym.
Ja jestem za! — Uradowana Iris poparła mnie, podskakując wręcz na krześle.
Ja również się pod tym podpisuję — dodała Vivi.
Mnie nie pozostaje nic innego, jak się dołączyć.
Więc postanowione. Jeszcze dzisiaj spróbujemy z nimi na ten temat pogadać, a jak się czegoś dowiem, to od razu wam napiszę.